FreshUpYourSkin
Skóra • Dobre samopoczucie • Życie po 40-tce

Dzieciństwo nas kształtuje: Dlaczego stare uczucia wciąż trwają
Czasami wystarczy bardzo krótka chwila.
Zdanie, które jest odbierane inaczej niż zamierzałem. Spojrzenie, które coś we mnie porusza.
Albo po prostu to uczucie, które nagle się pojawia, a ja nie potrafię powiedzieć dlaczego. I wtedy uświadamiam sobie, że to nie tylko kwestia chwili obecnej.
Odkąd zacząłem spisywać swoje wspomnienia, coraz bardziej uświadamiam sobie, jak wiele z mojego dzieciństwa wciąż we mnie tkwi. Nie w postaci skończonych historii, ale raczej cicho, pomiędzy wydarzeniami. W moich reakcjach, w tym, co mnie dotyka, w tym, co mnie wyczerpuje szybciej, niż chciałbym się przed sobą przyznać.
Dziś rozumiem rzeczy, które wcześniej po prostu akceptowałem.
Dlaczego często staram się zadowolić wszystkich, nawet gdy tak naprawdę potrzebuję ciszy i spokoju? Dlaczego konflikty ciągną się za mną dłużej, niż daję po sobie poznać? Dlaczego relaks nie przychodzi sam, ale czasem musi rozwijać się powoli. I dlaczego często uświadamiam sobie własne granice dopiero wtedy, gdy już je przekroczyłam.
Jako dziecko nie zadajesz sobie takich pytań. Po prostu z tym żyjesz. Czujesz atmosferę, zanim ktokolwiek cokolwiek powie. Wiesz, kiedy lepiej milczeć.
Kiedy się powstrzymać. Kiedy łatwiej jest się dostosować, niż stawiać opór.
I w pewnym momencie staje się to zupełnie naturalne. Do tego stopnia, że później myślisz, że to po prostu część ciebie.
Kiedy to piszę, wypływają na powierzchnię wspomnienia, które od dawna nie miały swojego miejsca. Małe mieszkanie. To ciche napięcie, które zawsze było, w jakiś sposób, obecne. Nieuchwytne, a jednak namacalne. Uczucie konieczności bycia czujnym, nawet gdy nic się nie działo.
I jeśli mam być szczery, to część z tego pozostała.
Wciąż zauważam, jak trudno mi naprawdę odpuścić. Nawet w chwilach ciszy często odczuwam wewnętrzne napięcie, jakby coś we mnie wciąż nade mną czuwało. Nie głośno, raczej w tle. Ale jednak.
To tak, jakby część mnie wciąż była przygotowana na to, że coś się zmieni, że coś się zawali, że będę musiała zareagować.
To było prawdopodobnie konieczne w przeszłości. Dziś zdaję sobie sprawę, ile energii potrzeba, żeby nie móc po prostu wyłączyć tego stanu.
A jednak są też inne wspomnienia.
Morze, rozległe i spokojne.
Letnie dni, które zdawały się nie mieć końca.
Jagody na palcach i to krótkie uczucie, że wszystko może być łatwe.
Te chwile utkwiły mi w pamięci. Być może właśnie dlatego, że były tak odmienne od wszystkiego innego.
Ponieważ pokazali, jak można się czuć, gdy niczego się od ciebie nie wymaga i po prostu pozwala ci się tam być.
Dziś widzę siebie trochę wyraźniej. Nie myślę już, że coś ze mną nie tak tylko dlatego, że mam głębokie postrzeganie albo szybko odczuwam nastroje.
Prawdopodobnie dowiedziałem się o tym już na wczesnym etapie, ponieważ wówczas było to dla mnie ważne.
Myślę, że wiele matek czuje to samo.
W naszym codziennym życiu nosimy ze sobą wiele: odpowiedzialność, myśli, tę nieustanną troskę o innych. I czasami reagujemy nie tylko od razu, ale od czegoś, co sięga o wiele dalej.
Patrząc na nas, nie można tego stwierdzić, ale nasze własne dzieciństwo często nadal tam jest.
Interweniuje cicho i dyskretnie.
W rozmowach.
W decyzjach.
O tym, co ma na nas wpływ lub co kosztuje nas energię.
Od kiedy zacząłem pisać, rozumiem siebie trochę lepiej. Nie do końca i nie od razu.
Ale wystarczająco, żeby byli dla mnie łagodniejsi.
Żebym nie miał od razu wątpliwości, gdy coś we mnie zareaguje.
A może to czasami już jest dużo.